niedziela, 5 czerwca 2011

Pozytywna


Mam wrażenie, że to jakiś przedziwny, chory żart. Przecież za chwilę zadzwoni lekarz i powie, że jestem zdrowa! Co ja w ogóle sobie myślałam – jaki rak wątroby? Bez przesady, przecież nawet nie czuję się źle!

No tak, mam guzka w piersi i jak się dłużej na tym zastanowić, to miewam tępe bóle wątroby, ale nie jest to coś, co miałoby jakikolwiek wpływ na moje życie. Fizycznie czuję się dobrze. Wszystkie wyniki badań (w tym wydolności wątroby) mam absolutnie w normie.

Czuję się dobrze, ale muszę przyznać, że spanikowałam, kiedy się dowiedziałam. Jak zwykle najgorsze są noce. Ale dziś czuję się o wiele lepiej. Bo dobrze czuję się z tym, że coś robię (mam na myśli terapię witaminą C, którą rozpocznę za tydzień, co oznacza coś więcej niż tylko oczekiwanie na chemioterapię). Jestem przekonana, że sytuacja nie wygląda aż tak źle, jak malują ją lekarze. Nie jest tak zupełnie najgorzej, ponieważ stwarzam sobie dodatkowe szanse, próbując także innych rzeczy. To musi zadziałać. Wszyscy wiemy, że IV stadium nie oznacza nic dobrego, ale niektórzy ludzie z tego wychodzą, a ja postanowiłam być jedną z tych osób.

W tzw. międzyczasie udało nam się spędzić uroczy dzień na plaży. Podobnie było w czwartek, w 10. rocznicę naszego ślubu. Był to dzień pełen łez, ale jeszcze bardziej był przepełniony miłością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz