piątek, 12 marca 2010
Drugi tydzień
wtorek, 9 marca 2010
Mgła
Mam dzisiaj wyjątkowo mglisty dzień. Ciężko jest mi się skoncentrować i rozmawiać. Może nie ‘rozmawiać’, ale znajdywać odpowiednie słowa. Zastanawiam się, czy to początki 'chemicznego mózgu', czy po prostu zmęczenie.
Zeszła noc była okropna. Było mi niedobrze, przez całą kolejną noc. Zaczęłam się nad tym zastanawiać. Myślałam, że w tym cyklu chemioterapii okres nudności mam już za sobą. Możliwe, że wczoraj przesadziłam z jedzeniem. Wrócił mi apetyt i cieszyłam się nim do maksimum możliwości. Ale moje wrażliwe ciało tego nie zniosło i wyrzuciło wszystko z powrotem na mnie. Wielkie dzięki.
Dzisiaj cały czas mnie mdli. Przespałam cały poranek, gdy Aaron był w żłobku, a gdy poszłam go odebrać, opiekunka opowiedziała mi, co Aaron robił i zapytała, jak się czuję… ciężko mi było odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafiłam znaleźć odpowiednich słów, które mogłyby opisać jak się czułam. Może po prostu powinnam była odpowiedzieć „dobrze”.
Ostatecznie dzięki cudownemu obiadowi z Gemmą i Kirstie poczułam się o wiele lepiej. Nie wiem, czy zauważyły moje przymglenie, a nawet jeśli tak, to nic nie powiedziały. Spotkanie z przyjaciółkami rozweseliło mnie. Aaron pobawił się traktorami Freddiego i właśnie to było najpiękniejszym momentem dnia.
Czas na kolejną drzemkę.
poniedziałek, 8 marca 2010
Piękne włosy
Aaron to najsłodsze dziecko jakie znam. Często mówi „dziękuję mamusiu” i „proszę, mamusiu”, tym swoim słodziutkim głosem dwulatka. Gdy uderza się w głowę (non stop!) mówi „przepraszam, mamusiu”, nawet jeśli to nie jest jego wina. Najczęściej uderza się w głowę, bo jego Tatuś podrzuca go zbyt entuzjastycznie.
Nauczył się też prawić ludziom komplementy, a szczególnie mi. Najczęściej rankiem przychodzi do mnie do łóżka po miluśkie przytulaki. Przewaznie czytamy książki, po czym znów zasypiamy. Rozmawiamy i śmiejemy się. On głaszcze mnie, a ja głaszczę jego. Mówię mu, że go kocham a on mówi „mamusia jest fajna i ciepła”. Mówię mu, że jest cudowny a on mówi „mamusia jest gładka”. A dzisiaj popatrzył na moje włosy i powiedział „Mamusia ma śliczne włosy”.
Zastanawiam się co powie, jak je stracę.
Tłumaczenie Magda
Jeden tydzień za mną, 17 przede mną
Przetrwałam pierwszy tydzień. Zostało mi 119 dni. Jestem teraz w drugim tygodniu tego cyklu, dlatego muszę uważać, żeby się nie rozchorować. W drugim tygodniu system odpornościowy jest bardzo słaby i organizm nie jest w stanie zwalczać infekcji. Jeśli temperatura podniesie mi się chociażby o pół stopnia, mogę trafić do szpitala. Nie zamierzam cały tydzień siedzieć w domu, ale przynajmniej mam dobrą wymówkę, jak Bob bedzie chcial iść na spacer w wietrzny kornwalijski dzień.
niedziela, 7 marca 2010
Moje objawy
Pomyślałam sobie, że napiszę wam, jakie efekty uboczne miałam do tej pory. Jeśli poddajecie się chemii pamiętajcie, że nie każdy będzie miał takie same objawy, bo to w dużej mierze zależy od mieszanki leków jaką dostajecie. Ja dostaję chemię według programu FEC. Objawy mam takie:
Nudności i wymioty. Pierwsza noc była ciężka. Zaczęłam wymiotować około północy i do rana było coraz gorzej. Wysłałam Boba na dół, żeby zrobił mi jakiś koktajl - myślałam, że po zjedzeniu czegoś będzie lepiej. Niewiele pomogło. Następnie 2 dni i noce też nie były najlepsze. Nie wymiotowałam, ale miałam mdłości. Nie cały czas, ale dużo. Regularne posiłki pomagają. Najgorzej jest rano, bo gdy nie jemy przez parę godzin to spada poziom cukru we krwi, ale po śniadaniu czuję się milion razy lepiej.
Kłopoty ze snem. Spanie nie należało do najprzyjemniejszych ponieważ w nocy nudności wcale nie ustępowały i obudziły mnie kilka razy. Miałam też koszmary.
Wysoka gorączka. Bardzo nieprzyjemna, ale tylko kilka razy. Nieprzyjemny smak w ustach. Zawroty głowy.
Pierwszego dnia byłam tak wykończona i miałam dość, że powiedziałam do Boba, że NIGDY więcej nie wezmę chemii. A to był PIERWSZY dzień! Co za mięczak. Dzień 1 z 126 ogółem a dla mnie to już była za dużo. Myślałam "mam już 80% szans na przeżycie, nie potrzebuję tej chemioterapii, żeby żyć. Tych dodatkowych 5% szans po chemii nie jest tego warte". Ale teraz, 6 dni po chemii, czuję się na tyle dobrze, żeby powiedzieć, że będę miała następną. Daje się przeżyć.
Chyba czwartego dnia poszłam spać bez leków sterydowych i tabletek na mdłości i czułam się bardzo dobrze. Dobrze się wyspałam. Obudziłam się pełna energii i gotowa do działania. Od wczoraj czuję się tak dobrze, że zapomniałam nawet, że brałam chemię na początku tygodnia.
czwartek, 4 marca 2010
Mam się dobrze!
Niewiele mogę wam donieść, poza tym, że nadal mam kiepski apetyt i mdłości. Ale mam się dobrze. Pojawiło się kilka skutków ubocznych, ale nic specjalnie poważnego. Wczoraj udało mi się nawet zabrać Aarona na spacer.
Dosłownie 2 minuty od naszego domu budują nowy supermarket Sainsbury’s i Aaron jest tym absolutnie zachwycony - koparki, żurawie, walce. Zabrałam go tam i zarówno mi, jak i jemu wyszło to na dobre.
Trzecia noc minęła mi dobrze (zero wymiotowania), ale Aaronowi nienajlepiej (wymioty). Dziś już czuje się dobrze i wydaje mi się, że najwidoczniej zjadł wczoraj za dużo rodzynków. Tatuś zabrał go na spacer na… tak, zgadliście, na plac budowy. Podczas gdy oni zajęci byli obserwowaniem budowniczych, ja przygotowałam nam przepyszną sałatkę i nawet udało mi się trochę zjeść. Wydaje mi się, że jest lepiej!
środa, 3 marca 2010
Pierwsza sesja chemioterapii
Dwugodzinna sesja zamieniła się w pięciogodzinną. Miałam zostać przyjęta o 14.00 i wyjść o 16.00. Jednak pielęgniarki okazały trochę rozlazłe i mało zorganizowane no i… trochę rozkojarzone, więc wyszłam ze szpitala dopiero o 19.00. To był długi dzień dla całej naszej trójki.
Jestem bardzo wdzięczna, że Bob poszedł tam ze mną. Przez cały czas żartował z pielęgniarkami i ogólnie poprawiał atmosferę. Bez przerwy mówił o tym jakby mógłby „wyprofilować” to miejsce. („Wyprofilować” czyli sprawić, żeby działało lepiej i efektywniej). W końcu nadszedł czas założenia wenflonu. Pielęgniarka nie mogła sobie z tym poradzić. Wykonała kilka bolesnych dla mnie prób i poddała się. Musiałam poczekać aż przyjedzie druga pielęgniarka i spróbuje go założyć. Muszę pamiętać o noszeniu rękawiczek i ciepłych ubrań; o wiele łatwiej jest znaleźć żyłę, kiedy organizm jest rozgrzany. Kilku minut z gorącym kompresem załatwiło sprawę. Nadszedł czas przyjęcia sterydów, leków przeciwwymiotnych, a potem leków chemioterapeutycznych, które są tak toksyczne, że gdyby pękła mi żyła, mogłyby wypalić mi tkanki. Co ciekawe, same żyły nie ulegają poparzeniu, ale i tak zostają uszkodzone.
Kiedy wstrzyknięto mi pierwsze lekarstwo, czułam jak przemieszcza się wzdłuż mojej ręki, a dwie sekundy później czułam w ustach metaliczny smak. Drugie lekarstwo może powodować wrzody jamy ustnej, dlatego podano mi kruszony lód do chrupania. Chodzi o to, że jeśli ochłodzi się jakąś część ciała lekarstwo nie wniknie tam z tak dużą intensywnością. To samo tyczy się czaszki. Niektórzy kładą sobie na głowę lodowy kompres w nadziei, że dzięki temu nie stracą włosów. Ja nawet nie beralam tego pod uwage, bo nie znoszę kiedy jest mi zimno.
Gdy podawano mi trzecie lekarstwo strasznie zaczęła mnie boleć ręka, dlatego pielęgniarka musiała ustawić kroplówkę na najwolniejsze tempo. Poza tym wszystko było w porządku i w końcu mogłam jechać do domu.
Po drodze odebraliśmy Aarona od Anny, który zrobiła nam też pyszną kolację na wynos do domu, co było niezwykle miłe z jej strony, dziękuję.
W domu od razu poczułam się źle. Wiadomo, że coś jest ze mną nie tak, jeśli nie nawet nie jestem w stanie obejrzeć nowego odcinka serialu „Glee”. he he
Dostałam dziś śliczne kwiaty od mojej przyjaciółki Laury oraz kilka kartek, których wcześniej nie otworzyłam, bo chciałam zostawić sobie tę przyjemność na wieczór. Niestety tego też nie byłam w stanie zrobić. Wzięłam leki przeciwwymiotne i poszłam do łóżka. Podejrzewam, że wzielam je za późno, bo nie za bardzo mi pomogły. Właściwie to w ogóle mi nie pomogły. Wymiotowałam całą noc. Bob mnie doglądał, prawie w ogóle nie spał i wszystko po mnie posprzątał.
Dzisiaj czuję się już lepiej, ale wyglądam okropnie. Popękały mi naczynka na twarzy i jestem cała różowa. Wpadła dziś do mnie koleżanka i powiedziała, że wyglądam fatalnie. Przespałam prawie cały dzień, ale udało mi się pójść na krótki spacer wokół osiedla i pobawić się trochę z Aaronem. Bob wziął na siebie wszystkie obowiązki domowe – zajął się pieluchami, sprzątaniem, przygotowaniem jedzenia, położył też Aarona spać. Byłam zbyt zmęczona, by mieć siłę zająć się czymkolwiek. Szczerze mówiąc to jestem zbyt zmęczona, żeby coś więcej napisać. Jutro napiszę jak się mają sprawy. Dziękuję, że to czytacie.